Sesja ciążowa ze starszym rodzeństwem
Jednym z pytań, które najczęściej słyszę przed sesją, jest: „A co jeśli starsze dziecko nie będzie chciało współpracować?”. Szczególnie gdy mówimy o dwulatku, który jest akurat na etapie odkrywania własnego zdania i testowania granic. I szczerze? Czasem rzeczywiście nie jest łatwo.
Ta sesja ciążowa była tego świetnym przykładem. Mieliśmy przyszłych rodziców dwójki dzieci i uroczego dwulatka, który nie od razu uznał, że sesja zdjęciowa to najlepszy pomysł na spędzenie popołudnia. Potrzebował czasu, żeby oswoić się z nową sytuacją, ze mną i z aparatem. Nie naciskaliśmy. Zamiast tego daliśmy mu przestrzeń, żeby mógł poczuć się swobodnie.
Podczas takich sesji bardzo często podążam za dzieckiem. Czasem trzeba chwilę pobiegać, czasem obejrzeć patyk znaleziony na ziemi, a czasem wymyślić zabawę, która wywoła choć odrobinę zainteresowania. Bywa, że o pierwszy uśmiech trzeba trochę powalczyć.
Właśnie dlatego nie oczekuję od dzieci idealnego zachowania. Nie potrzebuję, żeby przez godzinę patrzyły w obiektyw i wykonywały polecenia. Znacznie bardziej lubię momenty, które wydarzą się same. Krótki uścisk mamy, przytulenie do taty czy małą rączkę położoną na ciążowym brzuchu. To są kadry, które po latach mają największą wartość.
Ta sesja ciążowa przypomniała mi też coś jeszcze. Że oczekiwanie na kolejne dziecko rzadko wygląda jak zdjęcia z katalogu. Czasem jest zmęczenie, czasem emocje starszego rodzeństwa są większe niż planowaliśmy, a czasem wszystko idzie zupełnie inaczej niż miało. I właśnie dlatego ten czas jest tak prawdziwy.
Za kilka miesięcy ten mały chłopiec będzie już starszym bratem. W domu pojawi się nowy człowiek, a codzienność znowu się zmieni. Dlatego tak lubię sesje ciążowe z dziećmi. Pokazują nie tylko oczekiwanie na maluszka, ale całą rodzinę dokładnie taką, jaka jest w tym konkretnym momencie życia.